Dusząca się kobieta z koronawirusem trzy godziny czekała na przyjęcie do szpitala w Wołowie. Nie pomogła nawet interwencja policji

Marcin Rybak
Marcin Rybak
Szpital w Wołowie archiwum Polska Press
Zakażona koronawirdusem, dusząca się kobieta, trzy godziny spędziła pod szpitalem w Wołowie, gdzie - mimo próśb - nie chciano jej przyjąć. Wcześniej, przez długi czas nie mogła się doczekać na karetkę. Gdyby nie pomoc jej życiowego partnera i jego syna, zmarłaby w domu, nie doczekawszy się pomocy. Teraz sprawę wyjaśnia dolnośląski NFZ i dyrekcja szpitala.

Z przeciążonej koronawirsuem służby zdrowia co jakiś czas docierają podobne relacje. Choćby przypadek z Ząbkowic Śląskich, gdzie lekarz nie chciał przyjąć chorej kobiety a na skierowaniu od lekarza dopisał: „żarty sobie robisz”. Pisaliśmy o tym tutaj:

Czytaj także

Kilka tygodni temu media ujawniały zapisy rozmów załóg karetek m. in. z wrocławskiego pogotowia, z których ukazujące jak trudno znaleźć miejsce w szpitalu. Lekarze opowiadali nam, że bywają sytuacje, w których trzeba wybierać kogo leczyć.

Czytaj także

Wołów, wtorek 17 listopada, popołudnie

Zakażona koronawirusem pani Anna – partnerka Tomasza Szczegielniaka – zaczęła się dusić.

Od kilku dni źle się czuła, miała wysoką gorączkę – opowiada pan Andrzej.

Pan Tomasz zadzwonił po karetkę. I kobieta i on mieli stwierdzone zakażenie koronawirusa. Karetka nie przyjeżdżała przez godzinę, potem kolejną i następną. Telefony nic nie dawały.

Około godziny 23.30 Partnerka straciła przytomność zrobiła się biała na twarzy i zaczęły jej sinieć usta oraz zaczęła cała drgać – relacjonuje pan Andrzej. - Razem z synem udało mu się ją docucić. Karetki nadal nie było.

Swoim autem zawiózł więc schorowaną kobietę pod szpital powiatowy w Wołowie. Zbliżała się północ.

Ale szpital zamknięty. Lekarka wychyliła się tylko przez okno i kazała jechać do Wrocławia, że tam kobiecie zrobią badanie na koronawirusa i przyjmą, albo odeślą do Wołowa.

Pani doktor – relacjonuje Tomasz Szczegielniak – nie przyjmowała do wiadomości, że kobieta była już testowana i zakażenie u niej twierdzono. - Moja partnerka w samochodzie traciła oddech lekarka zamiast udzielić pomocy kłóciła się ze mną, że nie ma obowiązku nas przyjąć.

Dodajmy, że szpital w Wołowie - decyzją wojewody - został przekształcony na "covidowy". Czyli przeznaczony do leczenia takich chorych jak pani Anna.

Jej partner, czekający pod szpitalem, wezwał policję

Przyjechał patrol, ale funkcjonariusze niczego nie wskórali. Czekali tylko razem z panem Andrzejem i chorą kobietą. Dopiero około 2 w nocy pod szpital podjechała karetka. Lekarz stanowczo zażądał natychmiastowego przyjęcia pacjentki na oddział. Dopiero około 3 w nocy kobieta trafiła na szpitalny oddział.

Dziś już jest znacznie lepiej – mówi nam pan Tomasz. - Jej stan zdrowia się poprawia.

Pan Tomasz napisał skargę na zachowanie lekarki

Trwają czynności wyjaśniające – mówi nam prokurent wołowskiej placówki Agnieszka Poprawska-Cierpiał.

Sprawą zainteresował się też dolnośląski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia, po tym jak historię opisał kurier Gmin z Wołowa. NFZ zażądał od szpitala informacji w tej sprawie w trybie pilnym.

Czytaj także

Stanowcze „nie” zmianom w przepisach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie